Kwiaciarnia łódź
Baba swoim sposobem marudziła mu nad głową, jakoby kwiaciarnia łódź był winien tej biedzie. Mówiąc po prawdzie, baba sama była przyczyną niegospodarstwa, bo przy złości i długim języku, miała jeszcze i tę wadę, że lubiła często wychylać kwaterki z kumoszkami. Chłop słuchał cierpliwie baby, a gdy się wyhałasiła do woli, rzekł jej: - Wiesz co, weź no worek, ja wezmę drugi, pójdziemy do sieci i do sideł, a co ryb i ptactwa tam zastaniemy, to zaniesiemy do miasta sprzedać. Gdy byli niedaleko zarośli, rzekł Maciek: - Wiesz, jakoś okrutnie zaniemogłem, muszę odpocząć - a ty idź jeno do sieci i sideł, a co zastaniesz ryb i ptactwa, to jeżeli będziesz mogła, zabierz, a jeżeli nie, to mnie zawołaj. Baba szła prosto dróżką ku lasowi do sieci, a gdy w lasek weszła, zobaczyła dróżkę zagrodzoną kiełbasianym płotem.
Nigdy nie zapomnę o sztuce i naukach. Stanowią mój chleb powszedni, mój początek i mój koniec, mój... Co to za podły zapach? Cuchnie bardziej niż padlina! Albo... hm! Uczony Sas odwrócił się i zobaczył, że o drzewo, pod którym siedział, oparty był Murzyn. — Uciekaj, ty paskudo! — krzyknął. — Jak możesz opierać się o moje drzewo! Czy śmiesz przypuszczać, że pożyczyłem nos w wypożyczalni masek? Uciekaj, człowieku, do Afryki! Nasze organy powonienia są zbyt czułe dla ciebie.
Old Shatterhand zapowiedział, że stawianie oporu przypłacą życiem. Wreszcie podjęto dalszą jazdę. Chociaż schwytano już dwóch wywiadowców, Winnetou wciąż wyprzedzał swoich towarzyszy. Niebawem dotarli do dawnego potoku, którym trzeba było jechać na lewo w góry. Jeźdźcy zboczyli. Wystrzegano się rozmowy, ponieważ wywiadowcy mogli znać angielski. Po upływie godziny natrafiono na Winnetou, który czekał na nich. — Moi bracia — rzekł — mogą tutaj zsiąść z koni. Doboszka kosmiczna pewnie stwierdza nieprzyzwoite harmonogramy.